Zwykle dobrze jest, kiedy nad sobą panujemy.
Kontrolujemy emocje.
Kontrolujemy stres.
Kontrolujemy reakcje, ciało…
Chcemy, lubimy, a czasem po prostu czujemy, że musimy kontrolować to, co jemy, jak śpimy, ile ćwiczymy i jak funkcjonujemy.
A kiedy pojawia się napięcie, zmęczenie, rozdrażnienie czy trudność z odpoczynkiem, często szukamy kolejnej metody, która pomoże nam się „ogarnąć”.
Od dawna używam innego słowa: regulacja.
To nie tylko inne słowo.

Regulacja nie oznacza kontroli

Kontrola zakłada, że wiem, jaki stan powinnam osiągnąć, i próbuję do niego doprowadzić.
„Muszę się uspokoić”.
„Nie powinnam się tak denerwować”.
„Muszę przestać się stresować”.
„Powinnam się wreszcie dobrze wyspać”.
Problem w tym, że ciało i układ nerwowy nie zawsze reagują na polecenia.
Możemy bardzo chcieć zasnąć, a jednak nie zasypiać.
Możemy mówić sobie „spokojnie”, kiedy w środku wszystko jest napięte.
Możemy wiedzieć, że powinniśmy odpocząć, a mimo to nie potrafić się zatrzymać.
Dlatego regulacja nie polega na zmuszaniu się do określonego stanu.

Regulacja ma również wymiar fizjologiczny

Regulacja nie jest tylko kwestią nastawienia czy „pracy nad sobą”.
Nasz organizm cały czas dostosowuje swoje działanie do tego, co dzieje się wewnątrz nas i wokół nas. Zmienia się między innymi poziom pobudzenia, napięcie mięśni, oddech, tętno, uwaga czy gotowość do działania
Kiedy pojawia się wymagająca sytuacja, organizm może zwiększyć mobilizację. To naturalna reakcja, która pomaga nam działać.
Po zakończeniu obciążenia potrzebujemy również możliwości powrotu do stanu, w którym możliwy jest odpoczynek i regeneracja.
Dlatego regulacja nie oznacza ciągłego uspokajania się.
Można ją rozumieć jako zdolność do dostosowywania poziomu pobudzenia do sytuacji oraz powrotu do stanu sprzyjającego odpoczynkowi po obciążeniu.
To ważna różnica.
Nie chodzi o to, żeby nigdy się nie denerwować, nie odczuwać napięcia czy zawsze być spokojnym.
Chodzi o to, żeby stres i pobudzenie mogły pełnić swoją funkcję, a po zakończeniu obciążenia organizm miał możliwość powrotu do stanu sprzyjającego odpoczynkowi i regeneracji.

Kobieta w zwiewnej sukience idzie boso brzegiem morza o zachodzie słońca.
wygenerowane przy pomocy AI
Regulacja zaczyna się od zauważenia

Zanim coś zmienimy, warto najpierw zauważyć, co właściwie się dzieje.
Jak czuję się w tej chwili?
Czy jestem zmęczona, czy tylko znudzona?
Czy moje ciało potrzebuje ruchu, czy odpoczynku?
Czy napięcie pojawiło się teraz, czy narastało od kilku dni?
Czy próbuję odpocząć, czy próbuję uciec od czegoś, co jest dla mnie trudne?
To nie są pytania, które mają dać natychmiastową odpowiedź.
Mają przywrócić kontakt ze sobą.
Bo trudno adekwatnie reagować na coś, czego nawet nie zauważamy.

Regulacja nie zawsze oznacza spokój

To ważne.
Regulacja nie oznacza, że będziemy spokojni przez cały czas.
Nie oznacza też braku stresu, trudnych emocji, napięcia czy zmęczenia.
Człowiek nie jest urządzeniem, które można ustawić na jeden właściwy poziom.
Możemy być pobudzeni, kiedy sytuacja wymaga działania.
Możemy być smutni, kiedy wydarzyło się coś ważnego.
Możemy być zdenerwowani przed trudną rozmową.
Możemy potrzebować wycofania, kiedy jesteśmy przeciążeni.
Regulacja nie polega na tym, żeby tych stanów nie doświadczać.
Chodzi raczej o możliwość zauważenia swojego stanu i odpowiedzenia na niego w sposób możliwie adekwatny do sytuacji.

Czasem regulacją jest zatrzymanie

Jeśli ciało jest zmęczone, kolejnym zadaniem nie zawsze powinien być trening.
Czasem potrzebny jest sen.
Czasem spacer.
Czasem jedzenie.
Czasem kilka minut ciszy.
Czasem rozmowa.
Czasem postawienie granicy.
A czasem odwrotnie: mimo zmęczenia potrzebujemy wstać, wyjść z domu i zrobić coś, co pomoże nam odzyskać energię.
Dlatego nie ma jednej uniwersalnej techniki regulacji.
To, co pomaga jednej osobie, w określonym momencie może nie być właściwą odpowiedzią dla innej.

I tutaj pojawia się ważne pytanie

Skąd mam wiedzieć, czego naprawdę potrzebuję?
To jest jeden z powodów, dla których w mojej pracy tak dużo miejsca poświęcamy obserwacji własnego ciała, emocji i sposobu funkcjonowania.
Nie po to, żeby analizować siebie bez końca.
I nie po to, żeby znaleźć kolejną rzecz do naprawienia.
Wręcz przeciwnie.
Chodzi o odejście od ciągłego przekonania:
„Co jest ze mną nie tak i jak mogę to naprawić?”
i stopniowe przechodzenie do pytania:
„Co się ze mną dzieje i jak mogę na to odpowiedzieć?”
To zupełnie inna perspektywa.

Regulacja zamiast ciągłego poprawiania siebie

Możemy całe życie próbować siebie poprawiać.
Lepszy sen.
Lepsza dieta.
Więcej ruchu.
Mniej stresu.
Więcej dyscypliny.
Lepsze zarządzanie emocjami.
I oczywiście wiele z tych rzeczy może być potrzebnych.
Ale czasami problemem nie jest brak kolejnej metody.
Problemem jest to, że przez cały czas jesteśmy w trybie naprawiania siebie.

ReBalance oznacza dla mnie powrót do siebie.

Nie do idealnego stanu.
Nie do życia bez stresu i trudnych emocji.
Do większej uważności na to, co dzieje się w ciele, emocjach i codziennym funkcjonowaniu.
Od zatrzymania.
Od zauważenia.
Od słuchania.
Od sprawdzenia, co naprawdę dzieje się ze mną, zanim zacznę cokolwiek zmieniać.
Regulacja nie jest kolejnym zadaniem, które masz wykonać dobrze.
To proces uczenia się rozpoznawania własnego stanu i odpowiadania na niego w sposób bardziej adekwatny do tego, czego w danym momencie potrzebujemy i co dzieje się wokół nas.
I być może właśnie dlatego czasem najlepszą odpowiedzią nie jest:
„Muszę się bardziej postarać”.
Tylko:
„Zatrzymam się i sprawdzę, czego teraz naprawdę potrzebuję”.

Jeśli chcesz przyjrzeć się temu, czego potrzebuje Twoje ciało, możesz zobaczyć, jak wygląda moja praca w gabinecie.


Jedna odpowiedź na “Co właściwie oznacza „regulacja””

  1. Awatar Ela
    Ela

    Przeczytałam o regulacji i zaczęłam się zastanawiać, jak to właściwie jest u mnie. Czy kiedy jestem zmęczona, zdenerwowana albo przeciążona, naprawdę słucham siebie, czy raczej próbuję szybko się „ogarnąć” i działać dalej?

    Chyba zbyt często mówię sobie: muszę się uspokoić, muszę dać radę, muszę jeszcze to zrobić.

    Chyba nie umiem zatrzymać się i zapytać co się ze mną teraz dzieje i czego naprawdę potrzebuję?

    Działam w trybie „muszę” chociaż czasem to nie jest to czego właśnie potrzebuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *