Nie wszystko trzeba naprawiać

Nie wszystko trzeba naprawiać

Przez bardzo długi czas byłam przekonana, że ze mną jest coś nie tak.
Nie zawsze potrafiłam to nazwać. Czasem chodziło o ciało. Czasem o zmęczenie, brak energii, sen albo napięcie. Innym razem o to, że nie radzę sobie tak, jak powinnam.
I wtedy uruchamiał się znajomy mechanizm:
trzeba coś z tym zrobić.

Poprawić.
Zmienić.
Naprawić.

Przez lata myślałam, że jeśli coś mi nie odpowiada, trzeba to zmienić.
Ciało nie wygląda tak, jak chcę? Trzeba je poprawić.
Nie mam energii? Trzeba znaleźć sposób, żeby mieć jej więcej.
Źle śpię? Trzeba naprawić sen.
Jestem zestresowana? Trzeba nauczyć się lepiej radzić sobie ze stresem.
Za dużo myślę? Trzeba nauczyć się wyciszać.
Lista rzeczy do poprawienia potrafi nie mieć końca.
I łatwo w pewnym momencie zacząć patrzeć na siebie jak na projekt, który nieustannie wymaga kolejnych korekt.
Dopiero z czasem zaczęłam zadawać sobie inne pytanie:
A co, jeśli nie wszystko trzeba naprawiać?

Czasem problemem nie jest to, co czujemy

Zmęczenie nie zawsze oznacza, że robimy coś źle.
Napięcie nie zawsze oznacza, że trzeba je natychmiast usunąć.
Smutek nie jest usterką.
Złość nie jest błędem.
Potrzeba odpoczynku nie jest oznaką słabości.
A gorszy dzień nie oznacza, że znowu „wypadliśmy z równowagi”.
Nie chodzi o to, żeby ignorować to, co trudne. Chodzi o coś innego: zanim zaczniemy ze sobą walczyć, warto najpierw sprawdzić, co właściwie się dzieje.
Można się sobie przyjrzeć.
Bez natychmiastowego wydawania wyroku.

Zamiast „co jest ze mną nie tak?” można zapytać inaczej

Może:
Co się ze mną dzieje?
Czego mam teraz za dużo?
Czego mam za mało?
Czego od siebie wymagam?
Czy naprawdę potrzebuję kolejnego sposobu, żeby być lepszą wersją siebie?
Czy może potrzebuję mniej nacisku?
To niewielka zmiana w pytaniu, ale może zmienić bardzo wiele.
Bo kiedy pytamy: „Co jest ze mną nie tak?”, automatycznie szukamy defektu.
Kiedy pytamy: „Co się ze mną dzieje?”, zaczynamy szukać kontekstu.
Tym samym zamiast szukać w sobie problemu, możemy zacząć szukać rozwiązania.

Ciało nie zawsze potrzebuje korekty

Ciało przez cały czas dostosowuje się do tego, co dzieje się wokół nas.
Do ilości snu. Do stresu. Do aktywności. Do odpoczynku. Do zmian. Do choroby. Do wieku. Do tego, co dzieje się w naszym życiu.
Nie oznacza to, że każdą reakcję należy zaakceptować i niczego nie zmieniać. Oznacza coś innego.
Zanim zaczniemy z czymś walczyć, warto spróbować zrozumieć, co właściwie próbujemy zmienić.
Bo czasami chcemy usunąć objaw, który może być dla nas ważną informacją.
Czasami chcemy uciszyć emocję, która mówi nam o przekroczonej granicy.
Czasami próbujemy zwiększyć tempo, kiedy organizm potrzebuje zwolnić.
A czasami jesteśmy po prostu zmęczeni ciągłym wymaganiem od siebie, żeby jeszcze coś poprawić.

Wzory z koncentrycznych kręgów i prostych linii wygrabione w jasnym piasku.
Równowaga nie oznacza, że wszystko jest idealnie

To jedna z ważniejszych rzeczy, o których zwykle mówię w gabinecie.
Równowaga nie jest stanem, w którym zawsze dobrze śpimy, mamy dużo energii, spokojny umysł i idealnie funkcjonujące ciało.
Takie życie nie istnieje.
Równowaga to nie życie bez trudności. To umiejętność zauważania, co się z nami dzieje, i odpowiadania na to adekwatnie.
Czasem będzie to działanie. Czasem odpoczynek. Czasem zmiana. Czasem postawienie granicy. Czasem konsultacja ze specjalistą. A czasem zgoda na to, że dzisiaj nie musimy niczego więcej od siebie wymagać.

Może nie potrzebujesz kolejnej rzeczy do zrobienia

Być może masz już wystarczająco dużo porad.
Wiesz, że trzeba się ruszać.
Wiesz, że trzeba dobrze jeść i nawadniać organizm.
Wiesz, że warto spać.
Wiesz, że stres nie służy zdrowiu.
Wiesz, że trzeba o siebie dbać.
Tylko czasami wiedzieć to wszystko i naprawdę mieć przestrzeń, żeby o siebie zadbać, to dwie różne rzeczy.
Dlatego może kolejnym krokiem nie powinno być pytanie:
„Co jeszcze mogę zrobić?”
Może warto zapytać:
„Z czego mogę dziś zrezygnować?”
Z kolejnego wymagania. Z kolejnego porównania. Z kolejnego „muszę”. Z przekonania, że trzeba nieustannie pracować nad sobą, żeby zasługiwać na spokój.

Nie wszystko trzeba naprawiać

Niektóre rzeczy trzeba zmienić. Niektórym trzeba się przyjrzeć. Niektóre wymagają pomocy specjalisty.
Ale są też takie, które potrzebują przede wszystkim uważności, czasu i łagodniejszego podejścia do siebie.
I może właśnie od tego zaczyna się prawdziwa równowaga. Nie od kolejnego planu naprawczego. Tylko od zatrzymania się i sprawdzenia:
Czego naprawdę teraz potrzebuję?
Nie tego, czego powinnam potrzebować. Nie tego, co według kolejnej metody powinnam zrobić. Tylko tego, czego naprawdę potrzebuję.
Bo czasami powrót do siebie nie polega na tym, że stajemy się kimś innym.
Polega na tym, że przestajemy bez przerwy próbować siebie naprawiać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *