Są wieczory, kiedy kładziesz się do łóżka naprawdę zmęczona.
Ciało jest ciężkie.
Dzień się skończył.
Wiesz, że potrzebujesz odpoczynku.
A jednak sen nie przychodzi.
Zaczynasz więc próbować zasnąć.
Zamykasz oczy.
Przestajesz się ruszać.
Każesz sobie nie myśleć.
Sprawdzasz godzinę.
„Muszę już zasnąć.”
I właśnie wtedy coś się zmienia.
Zasypianie, które miało być czymś naturalnym, staje się kolejnym zadaniem.
Im bardziej chcesz zasnąć, tym trudniej odpuścić
Kiedy zaczynamy kontrolować sen, pojawia się napięcie.
I nie zawsze jest ono bardzo wyraźne.
Czasem to tylko lekkie napięcie szczęki.
Płytki oddech.
Niespokojne nogi.
Myśl, która wraca po raz kolejny.
A czasem po prostu czujność.
„Czy już zasypiam?”
To pytanie samo w sobie potrafi utrzymywać nas w stanie oczekiwania.
Zamiast pozwolić sobie być w łóżku, zaczynamy się obserwować.
Czy już jestem wystarczająco spokojna?
Czy moje ciało jest wystarczająco rozluźnione?
Dlaczego jeszcze nie śpię?
I paradoksalnie, próbując osiągnąć stan, który wymaga odpuszczenia kontroli, dokładamy sobie kolejną rzecz do kontrolowania.
Sen nie zaczyna się w momencie, kiedy zamykasz oczy
To, z czym przychodzimy do łóżka, jest częścią całego dnia.
Jeśli przez wiele godzin byliśmy w biegu, odpowiadaliśmy na pytania, podejmowaliśmy decyzje, rozwiązywaliśmy problemy, reagowaliśmy na innych ludzi i kolejne bodźce, trudno oczekiwać, że po zgaszeniu światła wszystko nagle zatrzyma się razem z nami.
Nie oznacza to, że każdy problem ze snem wynika ze stresu.
Sen jest znacznie bardziej złożonym procesem.
Ale nasze doświadczenie dnia może mieć wpływ na to, jak wchodzimy w noc.
Dlatego czasem warto nie zaczynać od pytania:
„Co zrobić, żeby zasnąć?”
Tylko:
„Z czym właściwie kładę się dziś do łóżka?”
Nie zawsze potrzebujesz kolejnej rutyny
Wokół snu powstało mnóstwo zaleceń.
Odpowiednia temperatura.
Światło.
Oddech.
Medytacja.
Rytuały.
Zapachy.
Godzina odłożenia telefonu.
Wiele z tych rzeczy może być pomocnych.
Ale łatwo zrobić z nich kolejną listę obowiązków.
A przecież nie o to chodzi.
Jeśli wieczorna rutyna zaczyna wyglądać jak projekt do wykonania przed snem, trudno mówić
o odpoczynku.
Czasem bardziej potrzebujemy mniej, a nie więcej.
Mniej pośpiechu.
Mniej bodźców.
Mniej sprawdzania.
Mniej wymagania od siebie, że właśnie teraz musimy być spokojni.
A co z ciałem?
W mojej pracy często zwracam uwagę na to, że ciało nie jest dodatkiem do tego, co dzieje się w naszej głowie.
Możemy wiedzieć, że dzień się skończył, a jednocześnie nadal czuć jego tempo.
Możemy być zmęczeni i jednocześnie pozostawać w napięciu.
Możemy leżeć nieruchomo, a jednak wcale nie czuć odpoczynku.
Dlatego pracując z ciałem, nie traktuję go jak urządzenia, które trzeba „wyłączyć”.
Bardziej interesuje mnie stworzenie przestrzeni, w której można zauważyć, co się z nami dzieje.
Czasem pomocna jest refleksologia.
Czasem kontakt z zapachem.
Czasem spokojny oddech.
Czasem po prostu chwila, w której nikt niczego od nas nie chce.
A czasem najważniejsze jest to, żeby przestać walczyć ze sobą.
Nie musisz zasnąć na komendę
Być może najważniejsza rzecz, jaką możemy sobie wieczorem dać, brzmi banalnie: nie muszę teraz zasnąć.
Mogę po prostu położyć się.
Mogę odpocząć.
Mogę pozwolić myślom jeszcze przez chwilę płynąć, zamiast walczyć z każdą z nich.
Mogę zauważyć napięcie w ciele, zamiast się za nie złościć.
Bo sen nie jest egzaminem.
Nie można go zdać bardziej lub mniej.
I nie zawsze możemy zdecydować, kiedy dokładnie przyjdzie.
Możemy natomiast przyjrzeć się temu, jak traktujemy siebie w oczekiwaniu na sen.
Czasem właśnie tam zaczyna się prawdziwa zmiana.
Nie od walki z bezsennością.
Od zaprzestania walki ze sobą.

Jeśli trudności ze snem powtarzają się często, są nasilone lub znacząco wpływają na codzienne funkcjonowanie, warto poszukać również ich przyczyny
i skonsultować się z lekarzem lub specjalistą zajmującym się snem.
ReBalance
Praca z ciałem • refleksologia • aromaterapia • uważność na siebie

Dodaj komentarz