O przeciążeniu, napięciu i tym, co dzieje się z nami, kiedy zbyt długo przekraczamy własne granice
Przez większość dnia ciało wykonuje swoją pracę, nawet jeśli zupełnie się nad tym nie zastanawiamy.
Oddychamy. Poruszamy się. Pracujemy. Rozmawiamy. Myślimy. Podejmujemy decyzje. Reagujemy na kolejne zadania.
I bardzo często oczekujemy od siebie, że po prostu będziemy to robić.
Jeszcze jedno zadanie.
Jeszcze jeden telefon.
Jeszcze tylko dzisiaj.
Jutro odpocznę.
Problem pojawia się wtedy, kiedy „jeszcze trochę” zaczyna trwać tygodniami albo miesiącami.
Wtedy ciało może zacząć wysyłać sygnały, których wcześniej nie zauważaliśmy.
Nie zawsze są spektakularne.
Czasem to napięcie karku.
Ból głowy.
Zaciśnięta szczęka.
Płytki oddech.
Trudności z zasypianiem.
Zmęczenie, które nie mija po jednej spokojnej nocy.
Rozdrażnienie.
Trudność ze skupieniem uwagi.
Czasem po prostu coraz mniej rzeczy sprawia przyjemność.
I właśnie dlatego przeciążenie bywa trudne do zauważenia.

Można długo funkcjonować na rezerwie
Człowiek potrafi przyzwyczaić się do bardzo wiele.
Możemy nauczyć się funkcjonować z napiętymi ramionami.
Możemy uznać, że normalne jest zasypianie z myślami krążącymi wokół tego, co jeszcze trzeba zrobić.
Możemy przestać zauważać, że przez cały dzień zaciskamy zęby.
Możemy nawet przestać nazywać zmęczenie zmęczeniem.
Mówimy wtedy:
„Taki mam okres.”
„Dużo się dzieje.”
„Jak skończę ten projekt, będzie spokojniej.”
„Muszę się tylko lepiej zorganizować.”
I czasami rzeczywiście sytuacja się uspokaja.
Ale czasami pojawia się kolejny projekt, kolejny problem, kolejna odpowiedzialność.
A my nadal jedziemy dalej.
Bo przecież dajemy radę.
Tylko że zdolność do funkcjonowania nie jest tym samym co dobrostan.
Można bardzo sprawnie wykonywać swoje obowiązki i jednocześnie być mocno przeciążonym.
Ciało nie zawsze mówi „stop”
Często wyobrażamy sobie, że ciało powinno wysłać nam jeden wyraźny sygnał
„Dość. Zatrzymaj się.”
W rzeczywistości sygnały mogą być znacznie subtelniejsze.
Najpierw pojawia się niewielkie napięcie.
Potem gorszy sen.Potem większa drażliwość.
Potem trudniej się skoncentrować.
Potem zaczynamy potrzebować coraz więcej czasu, żeby dojść do siebie po zwykłym dniu.
I nadal możemy mówić:
„Wszystko jest w porządku.”
Być może właśnie dlatego warto nauczyć się zauważać nie tylko moment kryzysu, ale również drogę, która do niego prowadzi.
Nie chodzi o to, żeby każdą reakcję organizmu traktować jako alarm.
Ból głowy może mieć wiele przyczyn.
Zmęczenie może mieć wiele przyczyn.
Problemy ze snem również.
Ciało nie jest prostym systemem, w którym jeden objaw oznacza jedną konkretną rzecz.
Ale nasze codzienne samopoczucie może być ważną informacją.
Zwłaszcza wtedy, kiedy pewne sygnały powtarzają się przez dłuższy czas.
„Jeszcze dam radę” nie zawsze jest najlepszą odpowiedzią
To zdanie może być bardzo pomocne.
Pozwala nam zrobić coś trudnego.
Przejść przez intensywny okres.
Zaopiekować się bliską osobą.
Dokończyć ważne zadanie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy „jeszcze dam radę” staje się naszym podstawowym sposobem funkcjonowania.
Wtedy odpoczynek pojawia się dopiero po wykonaniu wszystkiego.
A że wszystkiego właściwie nigdy nie udaje się wykonać, odpoczynek ciągle zostaje przesunięty.
Na wieczór.
Na weekend.
Na urlop.
Na „kiedy będzie spokojniej”.
Tylko że organizm nie zawsze potrzebuje wielkiego zatrzymania raz na kilka miesięcy.
Często potrzebuje również małych momentów regulacji w ciągu zwykłego dnia.
Chwili ciszy, spokojnego oddechu, ruchu, posiłku zjedzonego bez pośpiechu, snu.
Kontaktu z drugim człowiekiem.
Wyjścia na zewnątrz.
Oderwania się od ekranu.
I czasami bardzo prostej decyzji:
„Tego dzisiaj nie zrobię.”
Granice nie zaczynają się od słowa „nie”
O granicach często myślimy w kontekście relacji z innymi ludźmi.
Czy potrafię odmówić?
Czy potrafię powiedzieć, że czegoś nie chcę?
Czy potrafię poprosić o pomoc?
To ważne pytania.
Ale istnieje również druga strona granic – granice własnych możliwości.
Czy wiem, kiedy jestem zmęczona?
Czy zauważam, że moje tempo jest już zbyt duże?
Czy potrafię przerwać, zanim pojawi się całkowite wyczerpanie?
Czy pozwalam sobie odpocząć, zanim „zasłużę” na odpoczynek?
Czy potrafię zmienić plan, kiedy ciało wyraźnie nie współpracuje?
To nie są pytania o słabość. To pytania o kontakt ze sobą.
Zamiast walczyć ze sobą, można zacząć się słuchać
Być może najważniejsza zmiana nie polega na tym, żeby nauczyć się jeszcze lepiej kontrolować swoje ciało.
Może czasami chodzi o coś zupełnie innego.
O zauważenie.
Co się ze mną dzieje? Jak funkcjonuję od kilku tygodni, a nie tylko dzisiaj?
Kiedy ostatnio naprawdę odpoczęłam? Co robię mimo zmęczenia tylko dlatego, że wydaje mi się, że powinnam? Gdzie w moim życiu jest za dużo?
I jeszcze jedno pytanie, które może być szczególnie ważne:
Czy potrafię zareagować wcześniej, zanim moje ciało będzie musiało powiedzieć „dość” naprawdę głośno?
Nie zawsze będziemy mogli zmienić sytuację.
Nie zawsze możemy rzucić pracę, odwołać wszystkie obowiązki albo wyjechać na tydzień w ciszę.
Ale czasami możemy zmienić coś małego.
Jedną decyzję. Jedno „nie”. Jedną przerwę. Jeden wieczór bez dokładania sobie kolejnych zadań. Jedną noc, podczas której zamiast nadrabiać zaległości, wybierzemy sen.
To może wydawać się niewielkie. Ale właśnie z takich niewielkich decyzji może powstawać inny sposób funkcjonowania.
Nie oparty wyłącznie na wytrzymywaniu.
A jeśli nie słyszysz swoich sygnałów?
Nie każdy ma łatwy kontakt z własnym ciałem.
Czasami przez lata uczymy się ignorować zmęczenie, napięcie, dyskomfort czy potrzebę odpoczynku.
Możemy być tak przyzwyczajeni do życia „na wysokich obrotach”, że spokojny dzień zaczyna wydawać się czymś nienaturalnym.
Dlatego słuchanie ciała nie musi oznaczać nagłego przewrócenia swojego życia do góry nogami.
Może zacząć się bardzo zwyczajnie. Od zatrzymania się na chwilę. Od zauważenia oddechu. Od sprawdzenia, gdzie w ciele pojawia się napięcie.
Od pytania: „Co teraz czuję?”
I jeszcze: „Czego w tej chwili potrzebuję?”
Nie zawsze będziemy znać odpowiedź. I to też jest w porządku. Samo zauważenie może być początkiem.
ReBalance
ReBalance nie oznacza życia bez stresu, napięcia czy trudnych momentów.
Takiego życia po prostu nie ma.
Chodzi raczej o możliwość zauważenia, kiedy tracimy równowagę — i stopniowego szukania drogi powrotnej.
Czasami będzie to odpoczynek. Czasami ruch. Czasami rozmowa. Czasami postawienie granicy. Czasami zmiana codziennego nawyku. A czasami potrzeba będzie czegoś więcej i warto wtedy poszukać odpowiedniego wsparcia.
Bo równowaga nie polega na tym, że zawsze mamy siłę.
Może bardziej na tym, że potrafimy zauważyć, kiedy jej zaczyna brakować.
Zanim ciało będzie musiało powiedzieć:
„Dość.”

Dodaj komentarz